Moje 10 km, czyli Bieg Powstania Warszawskiego

Na około mnie morze zielonych koszulek. Cicho obserwuję emocje, uśmiechy, złączone dłonie. Moje nogi czasami podskakują pełne adrenaliny. Piętnaście razy sprawdzam, czy sznurówki dobrze zawiązane, czy numer nie odpada, czy muzyka przygotowana.

Start!

W pobliżu powiewa balonik “57:20”, obok starsza para wymienia uśmiechy i porozumiewawcze spojrzenia. 3…2…1 rusza pierwsza strefa, trzeba jeszcze czekać, ekscytacja rośnie. Tak długo, aż nagle tak prędko, ruszamy, z początku stopa za stopą, im bliżej łuku “start” tym ludzie przybierają bardziej pełną determinacji i motywacji postawę. Play, rusza “Electro workout” i ruszają moje stopy w dobrze znanym rytmie. Patrzę w dal, czuję cel, biegnę, przede mną 10 kilometrów Biegu Powstania Warszawskiego.

W tłumie biegaczy odczuwam niesamowitą energię. Na początek tnę do przodu, stabilnie lecz silniej, żeby poprawić swoje statystyki. Wiem, że później będzie ciężej. Moje buty uderzają o bruk Krakowskiego Przedmieścia, ludzie stoją przy linii biegu, biją nam brawo. Uśmiecham się całą sobą, na to będzie siła zawsze. Mój organizm zaczyna się rozgrzewać. Chcę poprawić swój dotychczasowy czas, zaliczyć mały sukces, chłonę niewyczerpaną energię z otoczenia.

Brawa towarzyszą nam cały czas. Przed nami kawałek z górki, dobry moment na polepszenie wyniku, endomondo szepcze do mojego ucha “3 km”, ⅓ biegu za mną. Znam jednak swoje ciało i wiem, że najgorsze dopiero przede mną. Przebiegamy pod wiaduktem, otacza mnie huk wystrzałów, odgłos samolotów, krzyki żołnierzy. Przez chwilę jestem na polu bitwy i biegnę, by żyć.

Kryzys czwartego kilometra

Czwarty kilometr to mój próg, czy pobiegnę dalej, przezwyciężę szarpiąca za bok kolkę, czy odpuszczę? Dziś nie ma mowy o zwalnianiu, trzeba utrzymać tempo, rozbiegać ten ból. Zazwyczaj w takim momencie daję sobie chwilę oddechu, ale teraz honor nie pozwala. Nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu, w sportowym amoku odwracam głowę, przyjaciele przez moment utrzymują mi kroku, by powiedzieć “czekaliśmy na Ciebie, super, biegnij, dasz radę”. W tym kryzysowym momencie potrzebowałam tych słów, tej dłoni, widoku blond kosmyków najlepszej przyjaciółki.

Zamieszanie na trasie, woda! W biegu łapię kubek, piję trzy łyki najsmaczniejszej wody w moim życiu, resztę bez zastanowienia wylewam na siebie. Moje myśli w tle dziękują, że żyję w takich czasach, że biegnę, bo chcę, że mam wodę na wyciągnięcie ręki. Połowa trasy za nami.

Wybiegamy na długą prostą, kojący wiatr owiewa moją rozgrzaną skórę. Oddech mam urywany, z emocji czasami przechodzą mnie dreszcze, ale ciało łapie rytm, nogi miarowo pracują. To jest mój kilometr, od teraz czuję, że mogę biec bez końca. Świadomość jednak przypomina, to nie jest zwykły dzień, daj z siebie wszystko, więc spinam się, żeby czas był lepszy. Wiem ile to już trwa, wiem ile zostało, kalkuluję, już nie pobiegnę poniżej godziny, ale cały czas jest szansa na chociaż minutę poprawy. Postanawiam też, że to będzie 10 km przebiegnięte ciągiem, bez żadnego odpuszczania. Adrenalina nie daje mi spokoju, molestuje moje myśli, które walczą z silną wolą.

Warkocz

Kilometr w tunelu, podburzają nas dźwięki z pola walki. Dzień jest duszny, a w zamkniętej przestrzeni czuję oddech wszystkich, którzy ze mną biegną, to wspaniałe i utrudniające zarazem. Gubię w tłumie warkocz, który nadawał mi rytm, słabnę. Kątem oka widzę na przystanku trzy dziewczynki, tańczą dla nas, zupełnie spontanicznie i od siebie. Szeroko się do nich uśmiecham, pokazuję, że widzę, że dziękuję za to potrzebne wsparcie. Motywacji nadaje mi myśl “chcę to już skończyć”, na szczęście chwilę później wybiegam z tunelu, biorę głęboki wdech i dalej wsłuchuję się w swój rytm.

Biegnę, wiem już że dam radę, że zrealizuję swoje postanowienie. Moja silna wola to wie i teraz już na pewno nie odpuści, za daleko to zaszło, żeby tak się poddawać. Kilometry się dłużą, ale nie szkodzi, wszystko jest tak jak powinno być. Nie martwię się tym, że inni mnie wyprzedzają, przecież biegnę dla siebie, dla satysfakcji, bo chciałam spróbować. Odczuwam tę chwilę każdą cząstką siebie, chłonę jej wyjątkowość i niesamowitość.

Ostatnia flaga “9 kilometr” magicznie dodaje nam wszystkim sił. Czuć w powietrzu to oczekiwanie na finisz, na sukces, na radość. Ostatni zakręt, ostatnie pół kilometra, do biegu na maksa zagrzewają nas energiczne dźwięki bębnów. Chcę jeszcze ile mogę postarać się o czas, choć już wiem, że dla samej siebie jestem zwycięzcą. W oddali widzę charakterystyczną bramę mety. Nie wiem jak, nie wiem skąd, moje ciało znajduje tak niesamowita siłę, że pędzę, wyprzedzam ludzi, którzy cały czas byli przede mną.

Meta

Finiszuję i nie ma już nic prócz ogromnych emocji, idę przed siebie jak w amoku, wieszają na mojej szyi pamiątkowy medal, jego ciężar jest przyjemny, podają wodę, czuję się wspaniale. W moich oczach wzbierają łzy szczęścia, adrenalina puszcza, mam ochotę podzielić się z całym światem tymi uczuciami, a zarazem delektuję się wewnątrz siebie tą chwilą. Gdy czuję, że ochłonęłam, złapałam oddech, dzwonię do najważniejszej dla mnie osoby, żeby podzielić się moim małym sukcesem i okazuje się, że ona tu jest, pomimo że miało jej nie być. Drugi raz przebiegłam metę, to najpiękniejszy koniec jaki może być.

ja bieg 2

Poprawiłam swój życiowy wynik, plus przemierzyłam trasę tak, jak postanowiłam, bez zatrzymywania. Nie jestem urodzonym sportsmenem, kiedyś nienawidziłam biegać, załatwiłam sobie nawet zwolnienie od okulisty. Dzisiaj, pomimo że mój czas nie nadaje się na podium, czuję się jak wygrana, głównie dzięki temu, że podjęłam się tego wyzwania, dałam z siebie wszystko i mogłam doświadczyć nieporównywalnych do niczego emocji.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Moje 10 km, czyli Bieg Powstania Warszawskiego

  1. Czytałem relację z biegu , brawo! Sugestywność opisu sprawiła że też się męczyłem razem z Tobą. Na mecie oblałem się wiadrem wody (!)- w wyobrażni , bo nie mam wiadra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s