#myfirst7jobs

W pracy spędzam 8,5 h (tak, tak, korpo przerwa lunchowa). W podróży do niej kolejne 2. To 10,5 godziny mojego dnia, 43% doby, prawie połowa życia. Dopiero teraz wiem, jak ważne jest to, czym się zajmujesz, a to czym się zajmujesz zależy też od Twoich początków. Jakie były moje? W ramach akcji #myfirst7jobs, opowiem Wam dzisiaj trochę o moich przygodach “zawodowych”.

  1. McDonald’s
    Moje dwa tygodnie ferii zimowych jako pracownik młodociany. Do dziś cieszę się, że trafiłam tam jako >18, dzięki czemu nie miałam tej wątpliwej przyjemności wypalić sobie na ręce pamiątkowej kratki frytkownicy. Zarobiłam fajną sumę, tylko raz miałam manko na kasie, wspominam dobrze.
  2. Hostessa
    Jeszcze nigdy nie bolały mnie tak nogi i plecy, jak po pierwszym dniu tej pracy. Póki w sklepie był ruch, dało się wytrzymać. Reszta godzin to odliczane po 60 sekund spacery pośród alejek. Dyrektorzy podglądajacy Cię na kamerach, kradzione przez ochroniarzy próbki, przeterminowane produkty do częstowania, sztuczne światło przez całe dnie, sprawiły, że szczerze znienawidziłam tę pracę.
  3. Pomoc przedszkolna
    Byłam w trakcie studiów pedagogicznych, więc chciałam sprawdzić się w terenie. Wakacyjne dni w przedszkolu to głównie zabawa na ogródku. Było ciepło, miło i śmiesznie, dzieci potrafią być sympatyczne. Rytm nadawały stałe punkty programu: mamo nie zostawiaj mnie-> on mi zabrał zabawkę-> zjedz obiadek, bo powiem rodzicom-> ma być cisza, śpimy-> oby nie padało to wyjdziemy na dwór->czy można dokładkę podwieczorku?->ja chcę do mamy! Załapałam się nawet na wycieczkę, gdzie pod moją opieką chłopczyk złamał rękę. To był początek końca mojej kariery pedagogicznej.
  4. Asystent studia fotograficznego
    Miejsce i praktyka, którą bardzo się ekscytowałam. Pierwszy raz ustawiłam się na targu darmowych niewolników. Nie zarobiłam, za to zebrałam wiele doświadczeń i jedno istotne przekonanie, nie ma dla mnie miejsca w tej branży. Fotografię zostawiłam sobie jako hobby, a moje ambicje schowałam między strony magazynu, przy którego sesji okładkowej asystowałam, ale zapomnieli o tym wspomnieć.
  5. Obsługa lokalu “twórczego” dla dzieci
    (trudno to nazwać, można tam sobie zrobić różne mydełka, świeczki itp.)
    Tutaj dowiedziałam się  dwóch bardzo ważnych rzeczy o sobie. Potrafię o 22:00 ekspresowo umyć podłogę, a rozbiegane stado głośnych dzieci na urodzinach przeraża mnie bardziej, niż bezrobocie. Pomimo wszystko, miło było pachnieć mydełkiem cynamonowym i dorobić trochę w trakcie studiów.
  6. Praktykant w dziale PR
    Pierwszy poważny krok w stronę, w którą zmierzam obecnie. Po czasie mogę podsumować “wiem, że nic nie wiedziałam”, były więc pierwsze excele, pierwsze researche, pierwsze telefony. Fakt, że łączyłam to ze studiami, pracą magisterską, działaniem w organizacji studenckiej i życiem, sprawił, że dopiero nabrałam rozpędu na przyszłość.
  7. Media assistant
    Moja pierwsza praca z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście z moimi studiami nie ma nic wspólnego i całe szczęście. Są media, jest dom mediowy, jest warszawski mordor i coś czuję, że jeszcze wszystko przede mną 🙂
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s