Jak nie rozwiązywać Świątecznych konfliktów

Standardem już jest, że mój tata wita kolędników mopem, mama z pośpiechu robi sobie oczko w rajstopach, a psy właśnie zadeptują czystą podłogę. Słowem, obraz typowej polskiej rodziny przy Wigilijnym stole. Jeden rok jednak był wyjątkowy i absolutnie nie chodzi mi o wieczór pełen spokoju, rodzinnej atmosfery i magii świąt. To był wyjątkowo katastroficzny 24 grudnia.

Dziadkowie jak zwykle są za wcześnie, robi się rejwach, z siostrą próbujemy rozstawiać zastawę na stole, mama lata jak szalona, pomiędzy chowaniem garów, a witaniem, robi sobie prowizoryczny makijaż. Wciskam się w swój kąt i siadam na rozkładanym krześle.  Chwila logistycznego zamieszania pt. „Ja muszę siedzieć na wylocie, bo będę podawać do stołu” i możemy zaczynać. W ramach opłatka najbardziej gadatliwy członek rodziny, czyli mój dziadek od strony ojca, wygłasza przemówienie i życzenia ogóle, bo jak się już pousadzaliśmy, to szkoda byłoby to psuć. Woń smażenia zaczyna zakłócać elegancki zapach pomarańczy, będzie klucz programu, pierogi i barszczyk (koniecznie z kartonika, serio, innego nie lubimy)! Od razu musimy otworzyć okno, połączenie kuchni z salonem to fatalne rozwiązanie, smażone wgryza się w swetry i włosy. Uwielbiam jak mi wtedy wieje po plecach.

Zaglądamy pod choinkę dopiero po pierwszym posiłku, bo to jedyny sposób, żeby wcisnąć mojej małej siostrze coś do jedzenia. Zwyczajowo najmłodsi rozdają prezenty. Ja czytam, siostra podaje. U każdego rośnie stosik wstążek i papieru. Siostra podaje prezenty i podaje, powoli zaczyna być pusto pod choinką, a dla niej nie ma nic. Rozdała wszystko i w bek! Mikołaj do niej nie przyszedł. Mała się drze, matka wścieka się na ojca, który podkładał prezenty, ojciec lata i próbuje coś powiedzieć, babcie, nie pomagając, wtrącają swoje trzy grosze. Matka wychodzi, trzaskając drzwiami, ojciec za nią, siostra dalej wyje. Moja wrodzona potrzeba kontroli nad sytuacją musiała wejść do akcji. Zwracam się do siostry i spokojnie, acz stanowczo informuję, że… Mikołaj nie istnieje! A prezenty zawsze kupują rodzice. Tym razem tylko przeoczyli sprawę i wszystkie jej prezenty, ponieważ są największe i jest ich najwięcej, są pod choinką na dworze! Minęło dziesięć lat, siostra do tej pory mi nie wybaczyła, że tak brutalnie poinformowałam ją o tej całej sprawie z Mikołajem.

Chociaż już nigdy nie można było wciskać mojej siostrze kitu, że jak nie zje obiadu, to Mikołaj do niej nie przyjdzie, Święta jakoś zostały uratowane. Mama wróciła, tata przyniósł faktycznie ogroooomny wór prezentów tylko dla mojej siostry, żadna babcia nie zeszła na zawał, a ja zostałam rodzinnym czarnym charakterem. Bądź co bądź, nie polecam takiego scenariusza.

Życzę Wam przede wszystkim spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s